Dla wielu mieszkańców bloków klatka schodowa to naturalne przedłużenie mieszkania. Parkujemy tam rowery, zostawiamy wózki dziecięce, a czasem wystawiamy szafki na buty czy kwiaty. To, co dla nas jest wygodą, dla strażaka podczas kontroli jest śmiertelnym zagrożeniem. Polskie przepisy przeciwpożarowe są w tej kwestii bezlitosne. jeżeli podczas inspekcji korytarz okaże się „graciarnią”, posypią się mandaty. I choć w teorii płacić powinien sprawca, w praktyce rachunek często trafia do wszystkich sąsiadów w czynszu.

Fot. Shutterstock / Warszawa w Pigułce
Korytarz to nie prywatny magazyn. Przepisy są jasne
Podstawą prawną, która reguluje, co może, a co nie może znajdować się na klatce schodowej, jest Rozporządzenie Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych i terenów. najważniejsze jest tutaj pojęcie drogi ewakuacyjnej.
W świetle prawa, klatka schodowa i korytarze w bloku nie są „częścią wspólną do dowolnego zagospodarowania”, ale wyznaczoną strefą ucieczki w razie pożaru. Przepisy zabraniają dwóch rzeczy:
- Zmniejszania szerokości drogi ewakuacyjnej: Każdy korytarz ma zaprojektowaną minimalną szerokość (zazwyczaj 120-140 cm), która musi pozostać wolna. Postawienie roweru, choćby jeżeli „da się przejść”, często narusza ten wymóg.
- Składowania materiałów palnych: To punkt, o którym zapominamy najczęściej. Opony rowerowe, plastikowe elementy wózków, tapicerka fotelików czy drewniane szafki to materiały palne. Ich obecność na drodze ewakuacyjnej jest surowo wzbroniona, ponieważ w razie pożaru mogą one nie tylko podsycać ogień, ale przede wszystkim wydzielać toksyczny dym.
„Przecież jest miejsce, żeby przejść”. Dlaczego strażak się nie zgodzi?
Argument „sąsiad się przeciśnie” nie działa na strażaków, i mają oni ku temu solidne powody. Podczas pożaru klatka schodowa błyskawicznie wypełnia się gęstym, gryzącym dymem. Widoczność spada do zera. W takich warunkach uciekający w panice mieszkańcy nie widzą przeszkód.
Porzucony rower czy wózek staje się śmiertelną pułapką – można się o niego potknąć, przewrócić i zostać stratowanym przez tłum lub uwięzionym w strefie ognia. Co więcej, przeszkody te utrudniają pracę ratownikom. Strażak w pełnym rynsztunku bojowym, niosący węże gaśnicze lub wynoszący poszkodowanego, potrzebuje szerokiego przejścia. Każda sekunda stracona na usuwanie roweru przypiętego linką do barierki może kosztować czyjeś życie.
Kto zapłaci mandat? Sprawca czy Wspólnota?
Gdy dochodzi do kontroli (rutynowej lub na skutek donosu), straż pożarna może nałożyć mandat karny. Zgodnie z art. 82 Kodeksu wykroczeń, za niedopełnienie obowiązków przeciwpożarowych grozi kara grzywny w drodze mandatu karnego do 5000 zł.
Tutaj pojawia się problem „odpowiedzialności zbiorowej”:
- Scenariusz idealny: Strażak lub administrator budynku puka do drzwi i ustala, do kogo należy rower. Wówczas mandat otrzymuje konkretny właściciel sprzętu za zagracanie drogi ewakuacyjnej.
- Scenariusz realny: Rower lub wózek stoi na korytarzu, ale nikt się do niego nie przyznaje. W takiej sytuacji odpowiedzialność spada na zarządcę budynku (Spółdzielnię lub Wspólnotę) za nieutrzymanie drogi ewakuacyjnej w należytym stanie.
Co dzieje się dalej? Wspólnota płaci mandat z funduszu, na który składają się wszyscy mieszkańcy. W efekcie, za wygodę jednego sąsiada płaci cała klatka. W skrajnych przypadkach zarządca może próbować dochodzić zwrotu tej kwoty od właściciela rzeczy na drodze cywilnej (regres), ale jest to proces trudny i długotrwały.
Czy spółdzielnia może wyrzucić Twój wózek?
Wielu administratorów, chcąc uniknąć kar od straży pożarnej, decyduje się na radykalne kroki. Na klatkach pojawiają się ogłoszenia z ultimatum: „Prosimy o usunięcie przedmiotów do dnia X, w przeciwnym razie zostaną one wywiezione”.
Czy to legalne? Tutaj prawo jest skomplikowane. Z jednej strony spółdzielnia nie może samowolnie dysponować cudzą własnością (wyrzucić jej na śmietnik), bo naraża się na zarzut zniszczenia mienia. Z drugiej strony – ma obowiązek zapewnić bezpieczeństwo. Dlatego najczęstszą praktyką jest zdeponowanie „gratów” w magazynie spółdzielni. Właściciel może odebrać swój rower czy wózek, ale często dopiero po pokryciu kosztów jego transportu i magazynowania oraz po podpisaniu oświadczenia, iż nie będzie go już stawiać na korytarzu.
Wyjątek od reguły? Wózkownie i „wnęki”
Jedynym bezpiecznym i legalnym miejscem na klatce są specjalnie wydzielone wnęki (o ile projekt budynku na to pozwala i nie są one częścią głównego ciągu komunikacyjnego) lub dedykowane pomieszczenia – wózkownie i rowerownie. Niestety, w starym budownictwie wózkownie często zostały zaadaptowane na inne cele lub sprzedane jako piwnice. W takim przypadku pozostaje trzymanie sprzętu we własnym mieszkaniu, na balkonie lub w piwnicy.
Co to oznacza dla Ciebie?
Jeśli trzymasz rower pod drzwiami, licz się z tym, iż pewnego dnia może on zniknąć (zabrany przez administrację) lub otrzymasz wezwanie do zapłaty mandatu. jeżeli to Twój sąsiad zagraca przejście, a rozmowy nie pomagają – zgłoś to zarządcy nieruchomości. Lepiej narazić się na chłodne relacje sąsiedzkie, niż płacić wyższy czynsz za cudze mandaty lub ryzykować życie podczas pożaru.

6 godzin temu







![Morderca dostał przerwę w karze i groził, iż znów zabije! [WIDEO, ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/119-284789.png)



