Tchórzostwo ukryte za mailem do prezydenta

4 godzin temu

Dzisiaj musimy porozmawiać o Legionowie. Tak, Legionowie – mieście, które jest znane z wielu rzeczy, ale od niedawna głównie z tego, iż lokalna polityka stała się tam bardziej toksyczna niż płyn hamulcowy wylany na watę cukrową.

Przejdźmy od razu do rzeczy. Ochotnicza Straż Pożarna w Legionowie istnieje od 1928 roku. To niemal sto lat gaszenia pożarów, ściągania kotów z drzew i bycia fundamentem lokalnego bezpieczeństwa. Ale ostatnio ktoś postanowił rzucić w nich nie wodą, a wiadrem pełnym anonimowych pomyj. W lokalnej gazecie „Mazowieckie To i Owo” ukazał się list podpisany zbiorowo jako „Strażacy Powiatu Legionowskiego”. I jest to dokument tak fascynująco absurdalny, iż gdyby nielogiczność była paliwem, ten list mógłby wynieść Legionowo na orbitę Saturna.

Zacznijmy od samej formy. List jest pełen zarzutów, które brzmią, jakby pisał je ktoś, kto czerpie wiedzę o straży pożarnej z gry „The Sims”, i to w wersji z dużą ilością błędów. Autorzy – rzekomo strażacy – skarżą się na czas alarmowania w nocy, twierdząc, iż 15-20 minut to czas „mocno zastanawiający”. Naprawdę? To nie jest hotel! To nie formacja wojskowa czerwone berety! Strażacy ochotnicy nie leżą w remizie w pełnym rynsztunku, czekając na syrenę jak paczka mrożonego groszku w zamrażarce. Oni śpią w domach we własnych łóżkach! Muszą się obudzić, ubrać, (oczywiście zwolnić trochę kroku i wysłuchać żonę iż będziesz jutro zdechły) dobiec do strażnicy i wyjechać. choćby zawodowcy po 22:00 potrzebują chwili, żeby przekonać swój organizm, iż to alarm, a nie bardzo głośny sen o gigantycznym pierogu. Sugerowanie, iż ochotnicy powinni teleportować się na miejsce akcji w trzy sekundy, jest równie sensowne, co oczekiwanie, iż pizza dojedzie do ciebie, zanim pomyślisz o jej zamówieniu.

Ale czekajcie, robi się jeszcze lepiej! List sugeruje, iż dyżurni w Państwowej Straży Pożarnej, celowo „pompują” wyjazdy jednostki, żeby mogli zarobić na ekwiwalencie. No właśnie przytoczyłeś sprawę podnośnika widać i jaki jesteś Doinformowany za długo słuchałeś jakieś głąbów o ile to napisałeś. Podnośnik w OSP Legionowo ma 40 m znajdź wyższy sprzęt powiecie legionowskim do bloków jedenastopiętrowych. No i oczywiście strażacy przez 100 godzin zabezpieczali powiat SCH-40 a przede wszystkim miasto Legionowo a prezydentowi prawie pękło serce iż musiał zapłacić za to ekwiwalent – bo takie jest prawo!. Według Twojej szalonej teorii przez 100 godzin siedzieli ludzie w SKKP którzy kochają OSP Legionowo. To jest oskarżenie o spisek na skalę godną Illuminati, tyle iż zamiast rządzenia światem, chodzi o kilkadziesiąt złotych za godzinę.

Autor listu operuje przy tym tak szczegółowymi danymi o kolosalnych wypłatach konkretnych osób z imienia i nazwiska, iż te dane mogły wycieknąć tylko z jednego miejsca: z U………………… Bo umówmy się – albo masz dostęp do dokumentacji finansowej w urzędzie, albo jesteś jasnowidzem na etacie u prezydenta. I to jest moment, w którym anonimowość tego listu staje się tak wiarygodna, jak obietnica darmowych słodyczy od klauna w furgonetce.

A teraz moja ulubiona część: Badania lekarskie. List kwestionuje stan zdrowia strażaków i rzetelność ich badań. Zarzucają, iż badania są „naciągane” i wykonywane w „zaprzyjaźnionej przychodni”. Oto mały fakt: tę przychodnię wyznaczył sam Urząd Miasta! Rozumiecie to? Dokumentacja jest w archiwum OSP, rachunek z opisem trafia do Urzędu Miasta, a potem „ktoś” pisze anonim, iż badania są lewe. To jest idealne koło głupoty! To tak, jakbyś wysłał kogoś do fryzjera, którego sam wybrałeś, zapłacił za strzyżenie, a potem pisał anonimowe listy, iż ta osoba ma brzydką fryzurę i to na pewno spisek fryzjerskiej mafii. To nie jest logika – to jest czyste, destylatowe szaleństwo, które nadaje się tylko do pozwu o grube odszkodowanie od gazety.

Autor listu ma też dziwną, niemal erotyczną obsesję na punkcie maila prezydenta Bogdana Kiełbasińskiego, który wkleja w tekście dwukrotnie. To nie jest prośba o kontakt i interwencje, to jest cyfrowe wyznanie miłości! To „polityczny dzban” w czystej postaci, który chowa się pod szafą w norze pod urzędem, prawdopodobnie po sporej dawce leków psychotropowych, i marzy o obiecanej pracy lub kontrakcie. Jednocześnie całkowicie ignoruje Starostę, który jest faktycznym organem nadzorczym nad stowarzyszeniami. Dlaczego? Bo w tym urzędowym folwarku nienawiść do powiatu jest ważniejsza niż prawo. To nam mówi wszystko. Ten list nie został napisany przez strażaków troszczących się o powiat. Został napisany przez kogoś, kto siedzi pod biurkiem i liczy na to, iż jeżeli wystarczająco mocno opluje OSP, to nikt nie zauważy, iż miasto właśnie „utopiło” miliony złotych dofinansowania na nowy samochód strażacki.

Reputacja instytucji, która służy od 1928 roku, jest atakowana przez kogoś, kto boi się podpisać pod własnymi kłamstwami. Oskarżanie strażaków o brak badań, gdy dokumentacja leży w urzędzie, jest jak oskarżanie piekarza o to, iż nie ma mąki, podczas gdy sam trzymasz klucze do jego magazynu. To żałosne, to nieuczciwe i to przede wszystkim jest po prostu głupie.

Podsumowanie: Cała ta sytuacja to modelowy przykład politycznego sabotażu, w którym anonimowy autor, wyposażony w dane wykradzione z urzędu i logikę na poziomie zepsutego tostera, próbuje zniszczyć stuletnią tradycję OSP Legionowo. Wygląda na to, iż w legionowskim „domu wariatów” najłatwiejszym sposobem na odwrócenie uwagi od utraty miliona złotych z dotacji jest napisanie listu o strażakach, którzy „zbyt długo budzą się w nocy”. Ale my stosujemy technikę „backburning”. Wypalamy ten hejt ich własnym ogniem. Bo kiedy „polityczny dzban” próbuje ugasić prawdę kłamstwem, jedyne co mu zostaje, to porwana gazeta w starym wychodku. I to jest dokładnie to miejsce, gdzie ląduje rzetelność tej dyskusji.

Ale chwileczkę, musimy porozmawiać o samej redakcji „To i Owo”. Redakcjo, mam do was jedno pytanie: Czy wy w ogóle wiecie, co to jest RODO, czy myślicie, iż to nowy model odkurzacza marki Roomba? Bo zamieszczenie pod szyldem „listu” nazwisk konkretnych osób wraz z opisami ich rzekomego stanu zdrowia to nie jest dziennikarstwo. To jest bilet w jedną stronę do sądu cywilnego z przesiadką w biurze Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Zgodnie z prawem, dane o zdrowiu to „szczególna kategoria danych”. Nie możecie ich sobie ot tak drukować, bo jakiś anonimowy „dzban” przesłał wam maila z zatęchłej nory z obrazem gabinetu prezydenta! Publikując te bzdury, redakcja stała się paserem skradzionych i zmanipulowanych informacji. To tak, jakby ktoś podrzucił wam pod drzwi worek z napisem „Skradzione rzeczy”, a wy zamiast na policję, wystawilibyście je na sprzedaż z wielkim banerem: „Patrzcie, co mamy!”.

To nie jest tylko „opinia czytelnika”. To jest operowanie czystym, destylowanym medialnym syfem. jeżeli myśleliście, iż dopisek „Listy” zdejmuje z was odpowiedzialność, to mam dla was gorszą wiadomość niż wynik waszego ostatniego audytu sprzedaży: Nie zdejmuje! Redaktor naczelny odpowiada za to, co puszcza do druku. A puszczenie w eter nazwisk ludzi i sugerowanie, iż „oszukują na badaniach”, to podręcznikowy przykład naruszenia dóbr osobistych.

Szczerze? Na miejscu osób wymienionych w tym paszkwilu, już teraz szukałbym prawnika, który potrafi wykrztusić słowo „odszkodowanie” szybciej niż wy zdążycie przeprosić. Bo to, co zrobiliście, to dziennikarski poziom starego wychodka, o którym już wspominaliśmy. Tyle iż w tym wychodku właśnie pękła rura z RODO i właśnie zalewa wam całą redakcję. Radzę zainwestować w gumowce i bardzo, bardzo dobrych adwokatów, bo sprzątanie tego syfu będzie was słono kosztować.

Tomasz Kołodziński
Druh OSP Legionowo od 1984 r.
Emerytowany Zastępca Dowódcy JRG Legionowo
Współzałożyciel ZZS „Florian” w PSP
Wychowawca młodzieży i wieloletni działacz na rzecz bezpieczeństwa publicznego

Post Tchórzostwo ukryte za mailem do prezydenta pojawił się poraz pierwszy w Wirtualne Legionowo.

Idź do oryginalnego materiału