Tysiące aut do Dubaju utknęły w Kenii. A to dopiero początek chaosu

4 godzin temu
Ponad 4 tys. samochodów, które miały trafić do Dubaju, zostało tymczasowo wyładowanych w porcie Lamu w Kenii. Chodzi o dwa transporty samochodowców, które zamiast płynąć do Jebel Ali w Zjednoczonych Emiratach Arabskich zostały przekierowane. Powodem jest zablokowanie żeglugi przez Cieśninę Ormuz.


Należący do Grimaldi Group samochodowiec Grande Florida przywiózł około 3800 pojazdów z Jokohamy w Japonii, które pierwotnie były przeznaczone do portu Jebel Ali w Dubaju. Kilka dni wcześniej do tego samego portu wpłynął także Grande Auckland, który wiózł około 1200 nowych aut.



Sprawa nie kończy się jednak tylko na tych dwóch jednostkach. W najbliższych dniach do Lamu ma dotrzeć kolejny statek z około 5000 samochodów. Odpowiedzialna za zarządzane portem Kenya Ports Authority mówi już bardzo otwarcie o spodziewanym wzroście liczby zawinięć i o tym, iż przygotowują się na kolejne przekierowania ładunków, które nie mogą bezpiecznie i terminowo dotrzeć do Zatoki Perskiej.

Samochody z Japonii lądują w Kenii. To efekt dużego kryzysu


Sparaliżowanie żeglugi przez Cieśninę Ormuz wywołało gwałtowne przekierowania ładunków do portów zastępczych i uruchomiło niezwykle kosztowną logistykę awaryjną. Według danych szacunkowych na 81 kontenerowców zmierzających do portów położonych w rejonie cieśniny tuż przed wybuchem wojny, aż 43 zostały potem przekierowane do innych portów Zatoki, a reszta została odesłana poza region.

Dla Dubaju i szerzej dla ZEA problem jest bardzo dotkliwy, bo Jebel Ali pozostaje największym portem kontenerowym poza Azją i jednym z najważniejszych centrów przeładunkowych w handlu między Azją, Afryką i Bliskim Wschodem.

Przez Ormuz przechodzi ogromna część importu do państw Zatoki, a blokada i zagrożenie atakami uderza nie tylko w ropę oraz gaz, ale także w żywność, leki, dobra przemysłowe i konsumpcyjne. Samochody są więc tylko symbolem tego, jak wojna zaczęła rozrywać standardowe łańcuchy dostaw.

Dlaczego statki po prostu nie popłynęły dalej?


Pamiętajmy, iż powód nie sprowadza się wyłącznie do samej cieśniny. W ostatnich dniach Iran ostrzegał przed ruchem do najważniejszych portów ZEA, w tym Jebel Ali, a napięcie wokół emirackiej infrastruktury portowej i lotniczej gwałtownie wzrosło po oskarżeniach Teheranu o wykorzystanie terytorium ZEA do działań przeciw Iranowi.

Mogliśmy też odnotować kolejne ataki dronowe i rakietowe na infrastrukturę w regionie, w tym zakłócenia w ZEA i uderzenia w obiekty położone poza samym Ormuzem. Dla armatorów oznacza to nie tylko ryzyko militarne, ale także ogromne koszty ubezpieczenia, przestojów i potencjalnej utraty ładunku.

To właśnie dlatego część przewoźników woli po prostu zakończyć podróż wcześniej i złożyć ładunek w porcie zastępczym, zamiast czekać na niepewne okno żeglugowe do Dubaju. W przypadku Lamu dodatkowym argumentem okazało się to, iż port ma głębokowodne nabrzeża i może przyjmować duże jednostki typu RoRo, czyli statki przeznaczone do przewozu pojazdów. To właśnie ten atut pozwolił Lamu przejąć część ruchu, z którym nie poradziłyby sobie mniejsze porty regionu.

Idź do oryginalnego materiału